sobota, 31 stycznia 2009

She's lost control


Kontrowersyjny, nienormalny - różnie można było określać Ian'a Curtis'a i jego sceniczne zachowania. Chory na epilepsje wokalista i poeta to moim zdaniem postać wielka, znacząca i nieco zapomniana. Jeszcze niedawno kojarzyłem tylko jego nazwisko, po obejrzeniu filmu biograficznego o Joy Division zaciekawiony postanowiłem dowiedzieć się więcej. Urodził się w Manchesterze, w 1956 roku w biednej rodzinie. W 1975 roku ożenił się Deborah Woodruff. Jego życie zawodowe zmieniło się całkowicie w 1977 roku gdy podczas koncertu Sex Pistols poznał Bernarda Sumnera oraz Petera Hooka. Początkowo nie umiejący grać na żadnym instrumencie mężczyźni zafascynowani punk rockiem założyli zespół Warsaw (na cześć utworu Dawida Bowie Warszawa) który niedługo potem przemianowali na Joy Division. To właśnie niesamowity głoś Ian'a, jego teksty a także wyjątkowe brzmienie gitary basowej przyczyniły się do sukcesu jaki osiągnęło Joy Division. Zespół nie udzielał wywiadów, nie pozował do zdjęć, dodatkowo muzycy podczas swoich występów rzucali kontrowersyjne hasła a taniec Curtis'a i jego sposób poruszania się po scenie wywoływały zdziwienie. Podczas prób Ian łapiąc za mikrofon rzucał najczęściej zdania typu ''Słuchajcie, chyba wiem jak to powinno lecieć'' co niewątpliwie było objawem jego wielkiego geniuszu. W ten sposób ułożył melodie do Love Will Tear Us Apart, piosenki której tytuł widnieje na jego nagrobku. Po 4 latach od założenia Joy Division stan psychiczny Ian'a Curtis'a zaczął się pogarszać, powoli wyniszczały go ciągle przyjmowane leki. Nocą, 18 maja 1980 roku popełnił samobójstwo wieszając się na sznurze od suszarki. Prawdopodobnie wcześniej oglądnął niemiecki dramat Wernera Herzoga pt. ''Stroszek''. Ian Curtis był niewątpliwie wielkim artystą, wrażliwym człowiekiem a ostatnie lata jego życia najlepiej opisuje...on sam, w tekstach na ostatnim studyjnym albumie grupy zatytułowanym ''Closer''. Wszystkich zainteresowanych odsyłam do świetnego filmu biograficznego pt. ''Control''.

Love Will Tear Us Apart
She's Lost Control

środa, 28 stycznia 2009

Homesick for Space - Unison


Całkiem niedawno usłyszałem o tym zespole jak i całkiem niedawno przesłuchałem ich ostatniego albumu - Unison z 2003 roku. Cały projekt chyba nie wypalił bo od tamtego czasu zespół nie wydał żadnego krążka, a szkoda... O samym zespole nie wyczytałem wiele, nawet last.fm mówi jedynie o gatunku jaki grają. No właśnie - post rock, indie, experimental, głównie fani tych klimatów będą zachwyceni. Osobiście bardzo polecam, rewelacja.

Krok wstecz


Jakiś czas temu będąc u mojego dziadka pożyczyłem od niego stary magnetofon. Pomyślałem, że na pewno znajdę w domu trochę kaset które warto jeszcze posłuchać. Tak więc przeszukując szafki przypomniałem sobie o dostanej niegdyś taśmie MTV Unplugged Nirvany (no tak znów Cobain) której paradoksalnie nie miałem okazji nigdy odtworzyć. I chociaż wszystkie nagrania z niej znam doskonale ciekawy byłem jej brzmienia na starym PRL-owskim sprzęcie. Po dość długim przewinięciu całego materiału w końcu usłyszałem About a Girl, potem nieśmiertelne Come as you are jak i wiele innych hitów w tym bardzo dobrych cover'ów Meat Puppets których opisywanie mija się z celem bo któż nie zna tych przebojów? Te radio to istny wehikuł czasu, wszelkie pliki ''empeczy'' brzmią przy tych starych kasetach jak sztuczne, wyretuszowane na maksa. Myślę, że warto do tego wracać, porzucić chociaż na jakiś czas ipody i inne wynalazki, klimat niesamowity a same odtwarzacze czy kasetki to jeszcze nie na tyle oldschoolo'wy sprzęt by ich ceny były wygórowane, są wręcz bardzo niskie. Może teraz gramofon? Kilka starych winyli wciąż wala się po moich szafkach.

Incesticide = czysty grunge


Jako, że nocna wena wciąż we mnie drzemie tak więc po powitaniu od razu na pierwszy ogień rzucam mój praktycznie nowy nabytek - płytkę incesticide z niepublikowanymi na innych nośnikach piosenkami legendarnego trio Cobain, Novoselic i Grohl (Piosenki z Crover'em na bębnach też znajdują się na tej płycie) a także kilkoma coverami. Do sedna - mnóstwo świetnych kawałków Nirvany jakiej po prostu nie znacie. Ta płyta to kompletnie inny klimat niż Nevermind czy In utero. W utworach dużo więcej zabawy z gitara, eksperymentów niż samego wokalu. Piosenka Aero Zeppelin to cudo chociaż śpiew Kurta to jedynie wisienka na torcie. Niektóre kawałki z tej ''piętnastki'' mogą być wam znane, pojawia się sliver czy szybsza wersja Polly. Jak dla mnie to wielka szkoda, że przy Nevermind Cobain nie pozostał przy tym stylu, ale to wyszło tylko na dobre fanom obydwóch klimatów. Fanom i wszystkim którzy darzą sentymentem Nirvanę (w końcu jeden z ulubionych zespołów młodości każdego wielbiciela rock'a) szczerzę polecam.

Cześć!

Blog o zespołach, wydarzeniach, muzykach, płytach i wszystkim co związane z ponad półwieczną historią rock'a. To tyle, witam.